Blog na Mylog.pl
You people have no idea, how happy and lucky I am to know that I have no one but me by my side. 

It burdens me.

But I will not beg anyone to give me some attention, I would rather poke my eyes out with a razor.

My brother is coming next month, I can not wait. A little bit of sunshine :).

Lately, I am trying to be more realistic. Life is not just a figment of my imagination; now I know how to act, how to fit myself into certian kind of situation. It is much easier, I got to admit. 
As easy as a pie, I would say.

Why am I writing this in English? Because only the chosen one will understand. Good enough for me.
Próbuję jakoś poukładać sobie wszystko w mojej głowie, układam jak klocki lego, jak kwiatki na parapecie, jednak... Po chwili zrzucam wszystko i zaczynam od nowa. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie pojmuję tego.
Boże, pomóż mi się zmienić. Pomóż mi wrócić do tych czasów, kiedy złotówka była dla mnie majątkiem, kiedy obdarte dżinsy były moim znakiem rozpoznawczym; do czasów, kiedy nadawałam pluszakom imiona i bawiłam się samochodami.
Umysłowo postarzałaś się o jakieś piętnaście lat! Co się z tobą dzieje? 
Nie wiem. Nie umiem tego wyjaśnić. 
Już nie zaprzątam sobie głowy bzdurami. Dlatego, że teraz każda, nawet najmniejsza bzdura stanowi u mnie poważny problem.
Nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę egzystować.
Potrzebuję jakiejś zmiany.

Zamykam oczy... Widzę tylko dwa błękitne ślepka. Dwa piekne, małe ślepka.
Nawet mój psiak tak pięknie nie patrzy.  

Wyobraźnia to nie dar, to przekleństwo.
Wiercę się, krztuszę się nią, wypluwam, a ona wciąż powraca, silniejsza niż zwykle. Wwierca się we mnie, rozdrapuje mnie, rozsadza od środka i pustoszy mój umysł. Zalewa mnie fala goryczy, fala wstrętu i obrzydzenia. Egoizm i pustka.

Jak człowiek, który nie znaczy nic.
Jest.

Pusty, martwy wewnątrz.

Watch over you...

października.2011, 16:34
Who will, when I'm gone?

Nie umiem sobie poradzić ze swoimi myślami, wyobrażeniami. To mnie niszczy, męczy, gnębi.
To cholernie silne uczucie, któremu staram się oprzeć - bezskutecznie. Nie wiem, gdzie dopina swego mocniej: w mojej głowie, sercu, czy w moich majtkach. Nie myślę kroczem, choć czasem mi się zdarza.
Wiem, że to nie dla mnie, to niedokonane. Undisclosed desires of my heart... Ale chciałabym spróbować choć raz. 
Skraść pocałunek, złapać za tyłek, czy rzucić o ścianę - ja nim, albo on mną. KURWA MAĆ.
Muszę przestać. Złudzenia.
Wyobrażenia tego typu do niczego dobrego nie prowadzą... Niech mnie ktoś walnie w twarz, byle mocno. Niech ktoś mi wykrzyczy w ryj, że jestem walnięta, albo popierdolona. Potrząśnij mną.
Albo mnie rozbierz...
Kurwa, kurwa, kurwa.
Wiem, że to złe. Wiem.
Ale to takie silne. Przeżywać to znów i znów. Te motylki, płonące wnętrze, rozpalony do granic możliwości organizm, spazmy, szybkie wdechy i wydechy, zarumienienie. I tylko dlatego, że On jest w pobliżu. Że patrzy, mówi, widzi. Boże, jak bardzo bym chciała.

This love, this love is gonna be the End of Me... 

Dopnę swego. Prędzej, czy później, dopnę swego. Wiem to. Dążę do tego.

Take away your broken misery...
And what am I supposed to say, when I'm all choked up and you're okay?

Dziecko, chcę Cię adoptować! 
http://www.joemonster.org/filmy/25463/Dziewczynka_z_talentem

Rozpadam się na kawałeczki!

Serce mi się kraje. Moje cierpienie jest dłuższe, niż reklamy na Polsacie. 

Momentami jest mi tak, kurwa, źle, że mam chęć się upić jak dziwka, zadzwonić, napisać, ponaprzykrzać się... Potem trzeźwieję mentalnie - i besztam się za to, co w ogóle mogłam pomyśleć.
Czy to zbrodnia kochać dwóch mężczyzn jednocześnie? Kiedy nie ma tego drugiego obok, umieram.
Zdycham. Jak pies, który dostał gumowym kablem, zwijam się...
Nie mogę, nie chcę, nie potrafię się uspokoić.

The Swann song

grudnia.2010, 23:57
I stało się. Dawno temu. I miało miejsce, też dawno temu. Owe wydarzenie, wydarzenie niszczące, karygodne, dobijające. Taka jedna, krótka chwila, wypalająca we mnie swoje piętno nieśmiertelności - czyli że nigdy nie zapomnę?! - chwila, która sprawia, że mam chęć zarzynać i podpalać. Miałam nadzieję, że to minie, jak każda krzywda, która mnie w życiu napotkała. Jednakże... TO nigdy nie wygaśnie. Mówiła mi mama, mówił mi ojciec, mówili mi wszyscy. Nigdy nie zapomnę, gdyż to nie zardzewieje. I pomimo pozornego szczęścia, tego pełnego nieszczerości uśmiechu, który przyodzieję na twarz, zawsze będę pamiętać. I wiem, że choć nie wiem jak bardzo będę się starała, nie podołam. Życie pełne cynizmu, sarkazmu i fałszywości. - Kochasz mnie? - Tak. Kiedyś zmądrzeję i przestanę krzywdzić ludzi naokoło. Mam nadzieję. Kiedyś wezmę sprawy we własne ręce i dokonam niemożliwego. Obiecuję sobie. Bo, kurwa, muszę.

Kasztany w kieszeniach

listopada.2010, 18:12

Właśnie doznałam niemiłego wydarzenia. Otóż widziałam i usłyszałam jak wielkie, mosiężne drzwi, za którym wyrastał zalążek mojej nadziei do szczęścia, zatrzasnęły mi się przed nosem. Mam chęć podpalać, zabijać, ranić i wrzeszczeć.
Nie mogę tak.
Słyszeć wciąż i wciąż powtarzające się zdanie w mej głowie, tak przytłaczające i kurewsko bolesne. Serio?!!
FRUSTRACJA.
Mogłaś być TĄ JEDYNĄ. Myślałem, że jesteś tą jedyną.
Nie, nie, nie, to się tak nie skończy, ja nie pozwolę.
Zamierzam się jej oświadczyć.
Szczęścia... Nic innego mi nie pozostaje, niż życzyć Wam ociekającego słodyczą szczęścia, które goryczą będzie zalewało mój pusty łeb. Nie przejdzie mi to przez gardło.
Przykro mi.

Pomyślności.

Kurwa mać.
Aka pierdolenie o Szopenie.

Gdybym tylko mogła chociaż odrobinę zmienić styl swojego postępowania, może nie wkurwiałabym się tak bardzo na otaczającą mnie rzeczywistość, na osoby, które starają się dotrzymać mi kroku, ale niestety, ja nie potrafię, jestem apodyktyczną, egoistyczną istotą, której problem krąży wokół własnej dupy. Nie jest to teraz użalanie się nad sobą, po prostu spojrzenie prawdzie w oczy - no ba, raczej diabłu. Ciekawa jestem, jak Wy, ludzie, ze mną wytrzymujecie? Jeśli mój chłopak nie załamał się, kurwa, psychicznie, to jestem pełna podziwu, bo ja sama dawno bym podziękowała za uwagę, taki mam wspaniały charakterek. Jeszcze nie pojąłeś, chłopcze, w co się wpakowałeś.

Ech.

Przeraża mnie fakt, iż podążam stroną nolife'a, siedzę całymi dniami przed komputerem i chociaż nie mam nic do roboty, totalnie nic, to nie wyłączam, a zajmuję się pierdołą, byleby czas zleciał mi do wieczora. A jeśli już oderwę się od kompa, jakaś dziwna siła mnie odtrąci, mam jeszcze lepszy motyw: siedzieć z mamą w pokoju, grzejąc browary, grając w jakieś durne gierki formy pop cap. Serio, powinno się ich zaskarżyć za odmóżdżanie populacji, po nocach śni mi się cholerna zuma. Tak, nazwy własne, wielka litera, mam to w dupie.

I tak siedzę przy komputerze, kłócę się ze sobą, czy powinnam zająć się matematyką, czy obejrzeć jeszcze jeden odcinek Mentalisty, serce drze się na rozum (chociaż Freud rzekłby co innego, superego vs id, pieprzyć to). Tak więc postanowiłam przelać swoje myśli tutaj, dzięki Bogu, anonimowość. Anonimowość to taka piękna rzecz. Dzięki niej mogę siedzieć tutaj swoją dupą i wypisywać jakiekolwiek bzdury, na które tylko mam ochotę, a jedynie programiści i technicy orange net mogą zdobyć informacje na temat mojej osoby, więc jestem prze-szczęśliwa. Słodko.

Zastanawiałam się ostatnio, czy aby nie powinnam była skasować tego bloga, no bo po co mam go dalej prowadzić, ale stwierdziłam, że za dużo z tym roboty, poza tym pięć lat służebności by przepadło - takaż strata...

Jestem nazbyt sentymentalna i chaotyczna, ostatnio jestem bardziej rozchwiana emocjonalnie niźli zazwyczaj, ciekawa jestem, z czym to ma związek, czyżbym dziadziała? Starzeję się? A może rzeczywistość odciska na mnie takie piętno? Zdaję sobie sprawę, że mam problemy z wyrażaniem uczuć negatywnych - otóż takie, że zdarzają się zbyt często - ale to, co się dzieje od kilku tygodni... To lekka przesada, nawet jak na mnie. Jestem osobą poirytowaną, wkurwioną i nie potrafię odnaleźć się wśród rówieśników. Najchętniej wszystkich bym powybijała - oklepała te puste łby i natrzepała tam książkami trochę rozumu - krew zalewa, kiedy się na to wszystko patrzy.

Rozpisałam się jak idiotka o tipsach, dość tego na dziś, wszystkie żale i frustracje, te pozostałe, po prostu sobie przełknę, albo pizdnę gdzieś w kąt, chociaż nie wiem, czy się zmieszczą, bo zostało ich jeszcze pizdylion.

Kurwa, jaka ja jestem skomplikowana.

Walking through the hardest way

września.2010, 23:25
Give me back my young brother, hard
and furious, with wide shoulders and a curse
for God and burning eyes that look upon
all creation and say, You can have it.

Brat wyjechał. Obiecałam sobie - nie uronić łzy - płakałam jak bóbr.
Wrócił po to, by kupić mi Samsunga Solid, trzy pierwsze sezony Supernaturala na DVD in english language i kilogram dwieście gram cholernej Toblerone. I dziś, trzynastego, tak po prostu sobie wyjechał.
Wiecie, jakie to świetne uczucie pić z bratem wódkę do czwartej nad ranem?
- Chodź, siostra! Dobijesz się!
- Misiu, nie chcę Balvenie...
- Pierdolisz."

Gorycz. Obiecałam sobie - nie uronię ni jednej łzy. Beczałam jak bóbr. Nie płacz, proszę, no... Jestem dorosła. I on jest dorosły. Dlaczego, do cholery, tak się zżyliśmy? Z jakiej, kurwa, racji? Bo co?
I tak sobie gawędzimy.
I wiecie co?
Tęsknię za starymi czasami.
Mimo, że jestem z kimś... Przez duże K. Kimś, kogo naprawdę... pokochałam.
Wspominam.
Wspominam czasy sprzed trzech laty, czasy, kiedy wówczas objawił się ON. I tęsknię - tęsknię. Za dotykiem, słowem, śmiechem, głupotą - za Jego jestestwem, całym niesfornym i niefrasobliwym objawieniem się jako człowieka - za objawieniem się jako interesantem, mówiącym ZALEŻY MI NA TOBIE, PRZYJACIÓŁKO. Wiecie co? Tęsknię za olbrzymim PRZYJACIELEM. Bo on słuchał, podpowiadał, doradzał, mówił, słuchał, słuchał, słuchał i... Starał się zrozumieć. To już dziesięć lat, a ja nadal... Nadal tęsknię.
Mimo wmawiania sobie - Mam przyjaciół. Wspaniałych.
Bo mam. Prze-zajebistych. I kocham Was, mili.
Pierdolicie Hipolicie. Kurwa, jestem tak nudna, jak kisiel z błota.
Ale cóż, no ale cóż...
Nie umiał się o kobiety bić...

Tęsknię.

Dotyk. Słowo. Obecność.

Kurwa, odratujcie mnie.
Boże, zlituj się, Panie, daj mi siłę.
" - What's a gun doing in your trousers?!
- It's for protection!
- Protection from what? Zee Germans?"


Szukam kogoś, kto byłby skłonny pocieszyć mnie i kupić mi apple pie... Życie jest trudne. Z każdym dniem rozumiem to coraz bardziej...
Gdy byłam totalnym smarkaczem marzyłam o tym, by mieć w końcu własny pokój i wynieść się z pokoju brata... Kiedy wreszcie go otrzymałam, byłam tak szczęśliwa, jak nigdy. Z roku na rok żałowałam, że nie jest on większy - przecież mój brat ma taaaaki duży! A jednak... Później zaczęłam żałować swojej decyzji, tęskno mi było za dniami i nocami, kiedy potrafiłam posiedzieć z Dominikiem do rana i grać w Silent Hill (razem srając po gaciach, brzydko mówiąc), czy inne gry... Zbliżała się 23? Heja! Starzy śpią! Gramy!
Tak cholernie brakuje mi tych czasów. Mimo, że to było pięć (do trzech) lat temu... Tęsknię. Znowu marzę o tym, by mieć wspólny pokój, podczas koszmaru wypłakać się bratu w ramię, mocno w niego wtulić i usnąć. You're awesome, mogłam rzec... Brak mi chwil, kiedy pochlipywałam, że zostawia mnie w domu i obiecuje, że następnym razem pójdziemy razem. Brak mi zapewnienia, czochrania po łbie, pokazywania języka i przedrzeźniania. Brak mi spowiedzi swoistej, brak mi zwierzchnika, brak przyjaciela. Brak mi czasów młodzieńczych.
Ach, kurwa mać. Jestem tak sentymentalna, że niedobrze się robi.
Kiedy dorosłam? Kiedy On wydoroślał? Pamiętam czasy, gdy miał piętnaście lat... Był dla mnie, dziesięcioletniej smarkuli, taki dorosły... Teraz? Ja nadal czuję się gówniarsko, chyba nigdy nie dorosnę. Choć prawda mnie zabija - już nigdy nie będę nastolatką. NIGDY.
Podłe i trudne.

Oczekiwanie... Pierwszego. Przylatuje.

Chcę oddać się pokusie obejrzenia z nim jakichś głupawych seriali, które lubimy... Ach.

- Are you humming Metallica?
- Calms me down, Sammy."
Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła...

Upragniona wolność ma swe miejsce tu... Wolność samozwańcza. Wolność paradoksalna... Wolność, której i tak będę żałowała, gdyż nie umiem wyzbyć się łańcuchów. Ciężkie czasy. Powiadają...
Ponoć będę się cieszyła z wyjazdów, może trochę. Oczekuję na te kilka dni przyjemności w mieście rozkoszy, zwanym Ostródą, jednak... Co mnie tam tak naprawdę ciągnie? Życzliwość ludzka, której na co dzień mi cholernie brak.

I zdawać by się mogło, że jest w porządku... Ale nie, nie jest... Brak czegoś, brak... Niesprecyzowanie brak.

The cost of living...

marca.2010, 17:32
Jeżeli ktokolwiek z was mógłby kiedykolwiek spytać mnie o osobę, którą darzę bezgranicznym zaufaniem i cenię sobie ponad wszystko, bez jakiegokolwiek namysłu odrzec bym mogła, iż jest nią bez wątpienia mój brat. B R A T.
Dużo razy rozczulałam się już nad jego brakiem; odkąd wyjechał do Anglii stałam się nieco bardziej posępna. I mimo faktu, że znalazłam osobę, która mogłaby mi go zastąpić, wciąż nie jestem w pełni uszczęśliwiona: moim przekleństwem aż po kres życia będzie wyszukiwanie w każdej nowo poznanej osobie cech mego brata. To straszne, bo przez to często zawodzę się na ludziach...
Mimo tego cudownego chłopca, z którym żyję już prawie dwa lata, dwa lata mam go dla siebie, dwa lata go kocham, dwa lata za nim szaleję - ciągle nie umiem wypełnić pustki, jaka została mi po Dominiku, a przecież on nie umarł, tylko żyje sobie gdzieś tam, w Cumbrii...
Może głównie chodzi o to, że prócz brata straciłam ojca, jakim niewątpliwie Dominik dla mnie był. Nie chodzi o to, że jestem sierotą - o, nie, nie. Sens w tym, że mój tato nigdy nie poświęcał mi tyle uwagi, co mój starszy braciszek, który zawsze stawał po mojej stronie i chronił mnie ramieniem przed złym światem.
Komuś może się to wydać dziwne, że moje serce przepełnia pustka - to tylko rodzeństwo, nie ma co się roztkliwiać - ale nigdy, przenigdy nie doświadczyliśmy kłótni, bójek, czy wyzwisk od siebie, żyjemy i żyliśmy jak najlepsi na świecie przyjaciele.
Straciłam przyjaciela.
Ojca.
Brata.
Osobę, którą darzę bezgranicznym zaufaniem.

Wiem, że powinnam wziąć się w garść, (kobieto, masz prawie dwudziestkę na karku, a popłakujesz z powodu brata, który tylko wyjechał!) ale tak ciężko jest mi się wreszcie przyzwyczaić, że nie mogę oprzeć głowy na jego ramieniu i popłakać sobie jak dziecko.

Śmieszne i tragiczne, bo czasem tego potrzebuję...

Turn down the lights...

grudnia.2009, 18:45
Benny Page. Co za rozkosz dla ucha.

Kto by pomyślał, że Ja, osoba Mojego pokroju, mogłaby się kiedykolwiek z Iron Maiden przerzucić na... Jungle i D'nB. A tu proszę, jakaż niespodzianeczka.

Umc, łubu dubu, bach, bum, bass...

Nieistotne.

Macie marzenia? Wierzycie w bajki? Coś Wam powiem... Otóż: bajki nie istnieją. Jeśli ślepo wierzycie w uczciwość drugiego człowieka, to się, kurna, ocknijcie. Znacie kogoś chorobliwie miłego, kochanego prawie tak bardzo, jak własna matka? Ależ oczywiście. I powiem jeszcze jedno: ON/ONA tylko czekają, żeby wylizać Ci 'per dupę', by potem w nią wejść głęboko i zrzynać z ciebie wszystko, co tylko się da. Łechtać się na twojej energii, posiłkować się nią tak długo, jak długo będziesz potrzebny.
Pytacie, czemu nienawidzę ludzi.
A zastanawialiście się kiedyś nad tym pytaniem?
Ta dwulicowość, fałszywość, sam jad i niegodziwość dookoła... Przyprawia mnie o obrzydzenie.

BAJEK NIE MA. Skończyły się.

Jesteśmy tylko celem praktycznym... Będą się na nas stołować tak długo, jak żyć będziemy.

Freedom

listopada.2009, 21:26
All we have to do now it's take these lies and make them true somehow. All you have to see is that I don't belong to you, you don't belong to me, freedom!

Czuję się nieograniczona. Wolna, szczęśliwa, ale jednakże... Zmęczona. Po ciężkim tygodniu miło jest powrócić do domu, odsapnąć nieco i zobaczyć te Jego trzepoczące rzęskami oczęta. Tak mi tego brakowało.
Ciszy, spokoju, pohamowania, relaksu. Błogostan.
Wszystko teraz zdaje się być mniej drętwe i wymuszone, mniej niestałe i nieciekawe. Jestem zadowolona z przebiegu wydarzeń i swojego życia. Aczkolwiek czekam na coś, co pomoże mi się oderwać od normalności...

Nowy styl TOP-A-TOP!

października.2009, 18:04
Zaczynam się zmieniać. Teraz jestem taka zajebista, że och, ach, ojej, kurwa.

Ej, stop! Typy mają szok,
kiedy widzą ten lot!
Ja nadaję krok, w litrach leje się pot.
To jest taki kop, że aż sypie się strop!
To ten styl top-a-top!


Czasami zajebistość przytłacza. Ironia, aronia, jeszcze bardziej. Taki totalny sarkazm, powietrze przemoczone prześmiewkami. "Ej, hej, laseczko, fajna jesteś, siema, co u Ciebie, kocham Cię, no, co słychać, joł madafaka?!" Przestaję wyrabiać normę. Z dnia na dzień płaszczycie mój mózg. Depczecie mnie jak jebanego robaka, całym tym swoim debilizmem.
Nie znam ludzi, nie chcę znać ludzi. Nie noszę się, nie panoszę, nie zadaję z byle kim, nie pcham nosa w nie swoją dupę, zero lansu, tego oczekuję od was. Odepnijcie ode mnie plakietkę i au revoir, odpierdlcie się.

WIESZ, GRACZEM JESTEM TU JA!
Lip up fatty!
Fatty, fatty reggae!

Czegoś się boję, jest to strach bardzo uzasadniony. Strach to moje drugię Ja, moje imię, moja osobowość. Staram się o tym nie myśleć, zastępuję sobie wyobraźnię czym (kimś) innym, czymś, co darzę NIEOGRANICZONYM przez nic! uczuciem, którego nie umiem sprecyzować. Ciągle oklepuję jeden temat na około, ale nie sprawiam sobie trudności, choćby w dziedzinie rozumowania powierzchownego. Jestem nudna, przewidywalna. Gdybym tylko mogła nadać sens swemu rozumowaniu, gdybym tylko nauczyła się postępować rozważnie, gdybym tylko mogła powiedzieć, jak bardzo kocham, powiedzieć tak, że pod ciężarem mocy słów rozpadłyby się największe skały, gdybym mogła zapewnić go najlepiej jak potrafię, niepospolicie, niecodziennie, nie tak, jak zapewniam zawsze.
Nie mam już żadnych wątpliwości. Nie mam wielu przyjaciół, jest ich garstka, ludzie, których można policzyć na palcach jednej ręki: mama, brat, Ta Lokata i Ten Człowiek, dla którego żyję. Są to ludzie, dzięki którym chce mi się żyć twardo, szybko, energicznie, szaleńczo, pozytywnie, kochać, bawić, kochać, kochać, kochać, milować, szerzyć miłość, cieszyć się i dawać radość. To ludzie, którzy gestem, słowem czy uśmiechem sprawiają, że choćby na chwilę zapominam o problemach.
Jakiż głupiutki jest mój rozumek. Chcę go rozwijać jak najdłużej, chcę żyć tak długo, jak tylko się da. ŻYCIE JEST PIĘKNE.

Trzeba umiec kochać, być kochanym. Trzeba wierzyć i być silnym, wspieranym. Marzyć... Uśmiechem cuda czynić. Tak naiwnie, dziecinnie... Trzeba być, bez zmartwień.
2005
październik (1)
listopad (3)
grudzień (2)

2006
styczeń (5)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (6)
czerwiec (2)
lipiec (2)
sierpien (3)
październik (7)
listopad (4)
grudzień (6)

2007
styczeń (7)
luty (3)
marzec (3)
kwiecień (3)
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (10)
sierpien (1)
wrzesień (2)
listopad (3)
grudzień (4)

2008
styczeń (2)
luty (2)
marzec (4)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
grudzień (1)

2009
styczeń (1)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (2)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2010
marzec (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
listopad (2)
grudzień (1)

2011
czerwiec (1)
październik (1)
listopad (1)

2012
styczeń (1)

Doskonale znika czas.
Ja tańczę, a niebo...
... Niebo gra. Ja śpiewam...
... prze-niebieski czas.
Doskonalej nie ma nic...
Szablon należał do niejakiej czejst, ale tak go poprzerabiałam, iż... Jest już praktycznie w pełni mojej roboty :). Okej, zdjęcie podpieroliłam. So, można powiedzieć, so... majne ;).